Kim są Masajowie? Pierwsze spotkanie
mass.jpg

Stoję pośrodku drogi, długiej i wijącej się lekko w obie strony i patrzę na szybko zachodzące
nad Zanzibarem słońce.
Nieco zagubiłem się w czasie po przechadzce na odludnej plaży
i teraz jestem w kropce. Dowiaduje się że Dala dala (autobus) który może mnie zabrać
z powrotem do „mojego” domu powinien kursować co godzinę, ale tak naprawdę to wiem
może nie przyjechać dziś już wcale. Wzdłuż plaży ciągną się pasma małych hotelików
o zróżnicowanych cenach, dowiaduje się że najbliższy powinien być maksymalnie godzinę
drogi stąd. Więc idę we wskazanym kierunku. Po dłuższym marszu, już niemal w pełnych
ciemnościach zauważam majaczące, idące w moim kierunku sylwetki. Rozpoznaje – to
Masajowie. Są przepasani shukami (rodzaj materiałowych okryć), u pasa dzierżą miecz
w czerwonej pochwie, ozdobieni są bransoletami z białych paciorków. Oprócz nas dookoła
żywej duszy. Serce zaczyna mi mocniej bić. Jak się zachowają? Jak ja mam się wobec nich
zachować? Ale po zrobieniu kilku kroków wołają w moim kierunku „Supai”! (cześć, witaj!).
Mówią trochę po angielsku. Okazuje się że też czekają na autobus. Są szczupli i wysocy,
śmieją się i żartują , pozwalają oglądnąć z bliska swoje ozdoby. Po chwili przyjeżdża Dala dala,
mówią żebym wsiadał z nimi, a wskażą mi tani nocleg. Tak przebiegło moje pierwsze spotkanie
z prawdziwymi Masajami. Na Zanzibarze, wyspie należącej do Tanzanii.

Ale tak naprawdę ma Zanzibar Masajowie przyjeżdżają od niedawna. Ciągnie ich tam możliwość
zarobku. Zanzibar jest ze względu na plaże i widoki rajem dla turystów. A pieniądze –
w wioskach prawie bezużyteczne, przekładają się na liczbę krów które można za nie kupić.
Krowy zaś – na niemal wszystko inne: status społeczny, liczbę żon, poważanie, jakość życia.
Więc warto zdobyć ich wiele.
Normalnie, rodząc się w zamożnej rodzinie, bydło rodziców jest rozdzielane pomiędzy dzieci
(synów, bo córki będą zajmować się bydłem swych przyszłych mężów, rodzice dodatkowo
dostaną wiano, składające się oczywiście też z krów). Ci ubożsi mają mniej szczęścia, będą
musieli się trochę potułać po świecie aby zarobić na tyle by „opłacić” żonę i jeszcze mieć
wystarczająco bydła dla siebie. Bo Masajowie to lud pasterski, dopiero stosunkowo od niedawna
parają się rolnictwem, ale i to w małym stopniu i z niechęcią. Bo Masajowie to plemię dumne i do
pasterstwa powołane przez Boga, a nie do rycia w ziemi lub polowań. Tak więc „moi” Masajowie
przywędrowali grubo ponad tysiąc kilometrów ze swej wioski i tutaj żyją tymczasowo sprzedając
Masajską biżuterię. Wszyscy marzą o powrocie do swych domów. A ich wioski znajdują się daleko
– na północy Tanzanii, oraz w południowej Kenii.

Żeby odwiedzić prawdziwe Masajskie wioski, gdzie Masajowie kultywują swe najstarsze tradycję
trzeba pojechać w Tanzanii w okolicę Arushy.
Wokół niej rozpościera się górzysty obszar, wraz z Lengai,
świętą dla Masajów górą-wulkanem na której mieszka ich Bóg, zwany Enkai. Na wschód od Arushy leży
Kilimandżaro – najwyższy szczyt Afryki, na zachód, bodaj najpiękniejsze Afrykańskie parki narodowe
z Serengeti i Ngorongoro na czele. Masajowie żyją na obszarze pomiędzy tymi dwoma miejscami,
i jako autochtoni cieszą się przywilejami zamieszkiwania i wypasania swego bydła nawet na części
parków narodowych. Wioski Masajów są bardzo rozciągnięte, tak że pomiędzy poszczególnymi bomami
(zagrodami rodzinnymi) są półkilometrowe odległości. Ale sąsiedzi i tak mają okazję spotykać się ze
sobą często np. podczas pojenia bydła przy wodopoju. Boma otoczona jest płotem z krzewów iglastych
zagradzających drogę drapieżnikom, z jednym tylko wejściem, zagradzanym nocą. Na rdzennym terytorium
Masajów nadal występuje niemal cała plejada dzikich zwierząt, które normalnie rzadko występują poza
parkami narodowymi. Masajskie domy, manyatty (terminologia różni się czasem w zależności od regionu),
zbudowane są z najtrwalszego dostępnego materiału, którego jest tam pod dostatkiem, a którym są..krowie
odchody zmieszane z wodą i popiołem nałożone na szkielet z gałęzi. Po kilku dniach od wybudowania domy
te nie wydzielają już żadnego zapachu a ich poszycie jest twarde jak cement. W środku tylko to co niezbędne:
małe okienko, na środku palenisko, we wnękach miejsca do spania dla chłopców i dziewcząt. Każda żona
otrzymuje od męża swoją manyattę, a ten odwiedza je sprawiedliwie w kolejności. (Najbogatsi Masajowie
potrafią mieć do piętnastu żon, a teoretycznie liczna ta jest nieograniczona!). Wszystkie dzieci wychowane
w bomie traktowane są przez każdą żonę jako ich własne . Obowiązki są ściśle rozdzielone, dziewczęta
zajmują się domem, chłopcy z reguły bydłem i kozami, starsi zostając wojownikami mają stać na straży wioski,
po czym w końcu porzucają „wojaczkę”, zostają starszyzną i zakładają rodziny. Ale generalnie Masajowie mają
wiele „klas” pośrednich w miarę jak dorastają a ich awans społeczny wiąże się nieodłącznie z obchodzonymi
hucznie uroczystościami, podczas których króluje Masajski śpiew (nie używają oni żadnych instrumentów, a ich
polifoniczny śpiew rekompensuje całkowicie ich brak), wraz ze słynnym tańcem w którym Ci gibcy Masajscy
wojownicy wykonują swoje zadziwiające podskoki.


Sebastian Lis