Maraton Masajski

Isaya otwiera stojące przed nim Tangawizi – napój o smaku imbirowym, ulubiony przez Masajów.
Ja również pociągam spory łyk ze swojej butelki. Ma przyjemny orzeźwiający smak imbiru i miło drapie
w gardle. Opowiadam mu trochę o swoim życiu i napomykam że rok temu byłem w Anglii. Byłeś w Anglii?
– zainteresował się Isaya – a słyszałeś o Maratonie Masajskim? Nie? To posłuchaj.

W zeszłym roku mieliśmy wyjątkowo suche lato. Zawsze jest gorące i wody w jeziorze nieopodal naszej
wioski znacznie ubywa, ale w zeszłym roku było bardzo źle. Wody było tak mało że kilka osób z mojej
wioski, głównie dzieci – było zaatakowanych przez zwierzęta i zginęło idąc po wodę. Nasze bydło ginęło
również. Zawsze wody wystarczało i dla nas i dla zwierząt. A te trzymały się z dala. Ale w zeszłym roku
mieliśmy wyjątkowo suche lato.
Był też wtedy w naszej wiosce Soldier Bob. Tak go nazwaliśmy choć ma na imię Paul. Ale naprawdę był
żołnierzem. Przyjechał do Tanzanii żeby oglądać i badać dzikie zwierzęta. A chyba nigdzie nie ma ich aż tyle
i tak różnych jak w okolicach naszej wioski. Więc został z nami pół roku. Po jakimś czasie nauczył się
naszego języka i znał naszą kulturę lepiej niż niektórzy urodzeni Masajowie. Więc podczas tej suszy, kiedy
zobaczył że sprawy mają się źle wpadł na pewien pomysł. Słuchajcie – powiedział – każdego dnia widzę że
chodzicie a nawet biegacie w pełnym słońcu wiele kilometrów i nawet Was to bardzo nie męczy. Słyszeliście
kiedyś o maratonie? Dowiedzieliśmy się więc, że w Europie ludzie potrafią biegać po to tylko aby biec, a nie
dlatego, że mają gdzieś daleko coś do załatwienia. Dowiedzieliśmy się też że w Anglii (a Soldier Bob był
z Anglii)co roku wielu ludzi biega tak razem. I że biegnąc razem z nimi możemy spróbować zdobyć pieniądze
- Ale cóż nam z tych pieniędzy? – pytamy. Możecie za nie wybudować studnie, aby wasze dzieci nie ginęły już
idąc daleko po wodę, żebyście mieli ją tu w wiosce i to czystą a nie taką brunatną jak dotychczas.


Tak to zaczęliśmy przygotowania. A Soldier Bob obiecał że pobiegnie z nami.


Trenowaliśmy sporo i w końcu nadszedł dzień wyjazdu na maraton. Tam – w Londynie – wszystko było inne. Ludzie
byli zaskoczeni naszą obecnością, ale bardzo nas ciekawi. Zapraszali nas do telewizji , obserwowali na ulicach.
Byliśmy bardzo zaskoczeni jak mile nas przyjęto. To było bardzo ciekawe doświadczenie być tam.



I cóż opowiadać…pobiegliśmy w maratonie…po czym powróciliśmy do naszej wioski



Nasz wyjazd okazał się wielkim sukcesem dla naszej wioski. Zebraliśmy ponad 144 tysięcy funtów
(http://www.maasaimarathon.org) dzięki tym którzy nam pomogli. Jesteśmy bardzo za to im wdzięczni.

I tak dzięki temu narodziła się też Organizacja wojowników